Nasze koty...

Igor

13-letni kocur rasy Rosyjski Niebieski i zdecydowany pan domu. W jego wychowanie zostało włożone wiele miłości i czasu, a efekty są przekazywane przez niego samego nowym pokoleniom kotów. To kocur z klasą, taktem, istny szlachcic. Jest najwyżej usytuowany w hierarchii domu i nie pozwala, by kocięta o tym zapomniały. Jeżeli któryś z malców próbuje pyskować, to Igor szybko pokazuje jednym machnięciem łapy kto tu rządzi. Ma na wszystko oko i jest pełnym inteligencji głosem rozsądku w stadzie. Nie było by tego domu bez niego.
Bida

6-letnia kotka. Została znaleziona w Parku Sołackim w bardzo złym stanie. Katar koci był w jej przypadku mocno zaawansowany - jednego oka już wtedy nie było, a choć drugie udało się uratować, to po tak ciężkich przeżyciach Bida ma na stałe mocno wysuniętą trzecią powiekę. Ogranicza jej to pole widzenia do około 1/3. Długie leczenie, konieczność operacji pustego oczodołu oraz kalectwo kotki spowodowało, że nikt nie chciał jej zaadoptować. Została więc rezydentką okazującą na każdym kroku swoją wdzięczność. Dla tymczasowanych kociąt jest "dobrą ciocią" i uczy je głównie oddania wobec człowieka. Bida ma psi charakter, pilnuje domu i zna kilka sztuczek. 
Kajtek

Rudzielec jest najmłodszym członkiem rezydentów i zespołu wychowawczego. Niejeden dorosły kocur mógłby zazdrościć mu wielkości. Choć to olbrzym, to łagodny jak baranek o cichutkim, delikatnym głosiku. Jest niesamowicie ciepły, otwarty i gościnny - dla ludzi jak i dla kotów. Dla wszystkich kociąt Kajtek to po prostu kochający, starszy brat, który zawsze pocieszy, przytuli, a niejednokrotnie też się pobawi. Przyjmuje każde kocię z otwartymi łapami i stąd została podjęta decyzja, że powinien swoim ciepłem pomagać na stałe kociętom, którymi się zajmujemy. 
Mircza

Mircza urodził się u nas 12 lipca 2015 roku, po tym jak przyjęliśmy jego matkę już w ciąży. Kocurek wychowywał się z trójką rodzeństwa: Władem, Radu i Maszą. Ma uroczy charakter i potrafi każdego zaczarować. Jednocześnie jest miły i przyjaźnie nastawiony do innych kotów. Zdecydowanie z jego oczu płynie inteligencja, której sami nie mogliśmy się oprzeć. Dlatego właśnie został z nami.
Mei

Kotka została znaleziona przez jedną z naszych opiekunek, gdy przestraszona błądziła w centrum miasta. Młoda, bo około 8-9 miesięczna kicia miała problemy zdrowotne z powodu zaniedbania. Nikt nie wie skąd pochodzi i co ją spotkało. Jest bardzo przymilna, nakolankowa, uwielbia kontakt z człowiekiem. 
Mycka

Mycka otrzymała swoje imię na cześć uroczej plamki w kształcie czapki, którą ma na głowie. Urodziła się w domu pewnej starszej pani, która oddała nam ją pod opiekę. Mycka jest piękną, szaro-białą kotką o szczupłej budowie i długich łapach. Ona nie porusza się po mieszkaniu, ona płynie! W jej ruchach jest tyle gracji... Jednocześnie to kotka wesoła i z pomysłami. Staje na tylnych łapkach, by "miźnąć" człowieka swoim nockiem w policzek. Wystarczy się nachylić przy sprzątaniu, a Mycka lekkim podskokiem już jest na plecach cała zadowolona ze swojego dowcipu. Nie używa przy tym pazurów, oj nie, to delikatna kotka. Pod jej psotami, za warstwą lśniącego futra, kryje się wrażliwe serce.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Koty hospicyjne...

Usia

Kotka była bezdomna, a w klinice weterynaryjnej miał ją czekać drobny zabieg i powrót na wolność. Niestety, z powodu nowotworu trzeba było amputować jej całe ucho. To biedactwo długo czekało pod opieką Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt "Nadzieja" na swój dom. Zgłosiliśmy się i wspólnymi siłami kotka dojechała z Przemyśla do odległego Poznania, by znaleźć kąt pod naszym dachem. Usia przeszła drugą operację wycięcia wznowy nowotworu w lipcu 2016r.
Milou

Milou to 6-letni kocur, który pojawił się na naszej drodze w wielkim stylu - wyskakując nam przed maskę. Nic mu się nie stało, ale ułamek sekundy wystarczył by ocenić, że coś mu dolega. Milou trafił więc pod opiekę naszej pani doktor, która podreperowała jego chorą wątrobę. Po zabiegu usunięcia wszystkich zębów przeprowadził się do nas. Tutaj uporaliśmy się do końca z problemami z wątrobą i skórą, ale wciąż leczymy jego trzustkę.
Puszek

Los spłatał Puszkowi "figla". Ten potężny, groźny i nieustępliwy kocur (stąd adekwatne imię - Puszek) prawdopodobnie z walki wyniósł sporą ranę w okolicach barku. Podupadł na zdrowiu i miał być tylko podleczony i wykastrowany. Kocur miał oczywiście wrócić na wolność - znów silny, choć bezpłodny. Tu jednak los popsuł nam wszystkim plany, bo Puszek okazał się nosicielem wirusa FIV. To przekreśliło Puszkowe marzenia o powrocie na stare włości, a nam rzuciło w twarz wyzwanie oswojenia kogoś tak dzikiego.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Koty, których już z nami nie ma...

Simmy

Simmy urodziła się około 16 sierpnia 2015 roku jako jedna z 7 kociąt. Matka porzuciła maluchy, mimo sprzyjających warunków nie chciała się nimi zajmować. Kocięta były wcześniakami, gdyż nie miały odruchu ssania. Mimo pracy wielu osób specjalizujących się w odkarmianiu małych kociaków, maluchy umierały... aż została tylko Simmy, która cały czas walczyła. Miała stwierdzononą poważną wadę nerek, a mimo tego żyła 10 miesięcy. U każdego wywoływała podziw i radość - taka już była, wiecznie energiczna i pozytywna. Taką ją zapamiętamy...
Diego

Diego był grub... pulchn... okazałym kocurem, którego można było nazwać sporym indywidualistą. Lubił stawiać na swoim i potrzebował chwili by się do nas przekonać, jednak gdy na kimś mu już zależało – był wspaniały. Bardzo lubił pieszczoty i poduszkę, na której mógł ułożyć swój tłuszczyk. Był wiernym kociskiem, które po prostu zostało skrzywdzone i wymagało czasu. Niestety odszedł na ostrą niewydolność nerek.
Skąd się wziął? Wrześniową nocą wyjeżdżałam od rodziny, a zaraz przy podjeździe, wśród stosu gałęzi zaświeciły przerażone oczy. Kot nie był mi znany i skulony w swej kryjówce przejawiał wyłącznie strach. Pogłaskałam go, a on zaraz do mnie przylgnął. Zaniepokoiło mnie nie tylko jego zachowanie, ale również rany na szyi. Było dla mnie jasne, że to nie jego miejsce. Bez kłopotu go zabrałam, utuliłam, nakarmiłam, a stresy odsypiał przez następne dwa dni. Nadal nie wiemy skąd wzięły się rany na szyi - czy walczył z obróżką, a może włożył łeb tam gdzie nie trzeba? Nikt go nie szukał, więc wprowadziliśmy go do naszego kociego stada, gdzie żył prawie dwa lata. Czemu Diego? Od Diego de la Vegi (Zorro).
Uszatek

Uszatek trafił do nas w lipcu 2017 roku jako kot w trakcie choroby nowotworowej. Przeszedł 3 operacje usunięcia raka płaskonabłąkowego z głowy i jedną operację usunięcia wszystkich zębów, który sprawiały mu sporo bólu. Te zabiegi dały mu chwilę wytchnięnia, kiedy to mógł się cieszyć życiem w ciepłym domu z pełną miską i gronem kocich przyjaciół. Niestety w czerwcu 2018 rak zaatakował ze zdwojoną siłą zajmując kości czaszki w okolicach potylicy. Nie pozostało nam nic innego jak pożegnać się z Uszatkiem i uśpić. Był wspaniałym, kochanym kotem, który lgnął do każdego człowieka. Potrafił godzinami drzemać na kolanach. Nawet w ostatnich chwilach przed uśpieniem witał się z weterynarzem, mimo trudności w utrzymaniu się na łapach... Złoto, nie kot...